Energetyczny Blog

Talenty wykuwają się w ciężkich warunkach
12.12.2017

Krzysztof Golonka, Krzysztof Ignaczak, Marek Citko i Bartosz Ignacik to sportowi idole, a także ambasadorowie Drużyny Energii. Nam opowiedzieli o swoich początkach, ulubionych zawodnikach i życiowych wyborach.

Talenty wykuwają się w ciężkich warunkach. To jedyny sposób, by osiągnąć sukces

Krzysztof Golonka, Krzysztof Ignaczak, Marek Citko i Bartosz Ignacik to sportowi idole, a także ambasadorowie Drużyny Energii. Nam opowiedzieli o swoich początkach, ulubionych zawodnikach i życiowych wyborach.

- Wychodziłem na podwórko i grałem… do upadłego. Nawet mamie powiedziałem, żeby nie zakładała mi książeczki mieszkaniowej, bo jak będę dobrym piłkarzem, to wyjadę za granicę i sam je sobie kupię – wspomina napastnik Reprezentacji Polski Marek Citko, jeden z Ambasadorów Drużyny Energii.

Siatkarski mistrz świata i Europy Krzysztof Ignaczak za ikonę sportu uważa koszykarza wszech czasów – Michaela Jordana. Podobnie, jak jeden z bardziej rozpoznawalnych dziennikarzy i prezenterów sportowych w Polsce - Bartosz Ignacik. Obaj wspominają niezapomniane mecze Chicago Bulls w finałach NBA z lat 90.

- Moim mistrzem jest Ronaldinho, którego śledziłem za pośrednictwem Internetu. To on był, jest i będzie moim największym sportowym idolem, na którego ruchach najbardziej się wzorowałem i chciałem nauczyć się wykonywać wszystkie jego triki. Oglądałem filmy z nim związane i natychmiast próbowałem powtórzyć poszczególne zagrania - opowiada Krzysztof Golonka, najpopularniejszy youtuber sportowy w Polsce.

Również pierwsze sportowe wspomnienie Golonki wiąże się z Ronaldinho, a dokładnie z chęcią powtórzenia mistrzowskiego zwodu brazylijskiego piłkarza. - Pierwsza bramka, jaką strzeliłem w klubie, miała być taka, jaką zdobył właśnie Ronaldinho. Problem był jednak taki, że totalnie zaplątałem się o własne nogi i piłkę zamiast przodem stopy uderzyłem w obrocie piętą. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił jednak, że pozwoliło to minąć rywala i skierować futbolówkę do bramki. Gdy znajomi pytali, skąd się nauczyłem tak efektownego triku... nie przyznałem się, ale jeszcze tego samego dnia postanowiłem opanować go do perfekcji, aby już nigdy nie był kwestią przypadku - z uśmiechem wspomina początki swojej kariery idol młodego pokolenia. Miał wówczas 9 lat, ale piłką nożną interesował się odkąd pamięta.

Z kolei najlepszy sportowiec 1996 roku - Marek Citko - od zawsze podziwiał aż dwóch piłkarzy: Diego Armando Maradonę i Michaela Laudrupa. Zresztą, podobnie jak jego idole, piłkę kopał w każdej wolnej chwili właściwie od przedszkola. - Z tego co pamiętam, od kiedy nauczyłem się chodzić, zacząłem biegać za piłką, naśladując starszych braci. Mam ich aż trzech i każdy z nich, choć tylko amatorsko, ale grał w piłkę. Tylko ja uczyniłem z tej przyjemności swój zawód - mówi z dumą Citko.

Nikt specjalnie nie musiał go do sportu namawiać. Zwłaszcza niedziele - tuż po kultowym w tamtych czasach „Teleranku” - poświęcał na granie w nogę. - Wychodziłem na podwórko i grałem… do upadłego. Nawet mamie powiedziałem, żeby nie zakładała mi książeczki mieszkaniowej, bo jak będę dobrym piłkarzem, to wyjadę za granicę i sam sobie kupię lokum - uśmiecha się, wspominając swoje młodzieńcze marzenia, Marek Citko.

Dla popularnego „Igły” pierwszą i jedyną decyzją, co do sportowej kariery była siatkówka, choć uprawiał także lekkoatletykę i pływanie. - Wybór był prosty, bo tata grał w siatkówkę i gdy miałem pewnie z 10 lat zabrał mnie ze sobą na trening. Ćwiczyłem już wówczas ze starszymi chłopakami, ale dopiero w wieku 15 lat zacząłem poważnie traktować sport - wspomina Krzysztof Ignaczak. Punktem zwrotnym, który zdecydował o tym, że został sportowcem, był moment, kiedy dostał koszulkę od reprezentanta Polski Bogusława Mienculewicza. - Powiedział on wówczas: „może kiedyś sobie zasłużysz na swoją”. Te słowa były dla mnie początkiem drogi na szczyt.

Bartek Ignacik swoją karierę zawodową rozpoczął w 2009 roku, ale od zawsze wiedział, kim będzie, jak dorośnie. - Moja mama urodziła mnie 9 lipca 1982 roku, po godzinie 4 nad ranem. Dzień wcześniej oglądała mecz Polska - Włochy i tak się denerwowała, że urodziła mnie tydzień przed terminem. Może właśnie dlatego też od zawsze chciałem być dziennikarzem sportowym - wspomina dziś Bartosz Ignacik, jedna z najpopularniejszych medialnych osobowości. - Pamiętam, jak w 1988 roku, mając lat 6, budziłem się o szóstej rano i oglądałem Igrzyska Olimpijskie w Seulu, konkretnie kajakarstwo. Moi rodzice, widzący zaistniałą sytuację, byli w zasadzie pewni, że odciąganie mnie od sportu nie ma najmniejszego sensu - dodaje z uśmiechem dziennikarz.

Gdy łączysz pasję z pracą zawodową to każdy dzień jest pełen niezapomnianych prze-żyć. - Każdy dzień uważam za najfajniejszy. Szczególnie jednak zapadł mi w pamięć mecz finałowy Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych z 2016 roku, w którym Vive Kielce poko-nało węgierskie Veszprem, przegrywając na 15 minut przed końcem 9 bramkami. Byłem na tym meczu reporterem Canal+ w Kolonii i tych emocji nie zapomnę nigdy! – opowiada. Dziś Bartek Ignacik zajmuje się głównie piłką nożną, ręczną oraz tenisem.

Dla Krzysztofa Golonki liczy się dziś tylko piłka nożna, a właściwie głównie piłkarskie triki. - W wieku 15 lat zacząłem dokładnie zgłębiać tematykę wykonywania trików i tak zostało do dziś. Początkowo był to tylko dodatek do treningów, forma rozruchu przed-meczowego. Jednak począwszy od 2007 roku, wraz z pierwszymi Mistrzostwami Polski i organizacją kolejnych międzynarodowych zawodów, rozpoczęła się przemiana zwykłego podbijania piłki w odrębną dyscyplinę sportową. Jeszcze nie olimpijską, ale kto wie co przyniesie przyszłość… - marzy popularny Krzychu.

Najlepszy moment w karierze? - To z pewnością moment, w którym wykonałem w 100% przygotowany układ na Mistrzostwa Świata w Trikach Piłkarskich. Poświęciłem na jego naukę poprzedzający mistrzostwa rok, wszystko musiało być dopasowane do taktu muzyki, a mimo to na próbach zdarzały mi się błędy i potknięcia. Niezależnie od wyniku byłem szczęśliwy, że wytrzymałem presje i zrealizowałem zamierzony plan, reszta była już decyzją sędziów - na szczęście dla mnie dość przychylną, bo pozwoliła mi wygrać tamte zawody - z dumą wspomina Krzysztof.

Z podobnymi emocjami o swoim największym sukcesie mówi także Marek Citko. Ambasador Drużyny Energii wspomina niezapomniany awans do Ligi Mistrzów i bramkę strzeloną z połowy boiska w meczu z Atletico Madryt. Łza w oku zakręciła się także na wspomnienie wyboru Citki na najlepszego sportowca roku 1996 w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

Wielkie sportowe osobowości rodzą się głównie dzięki ciężkiej, nierzadko żmudnej, a nawet tytanicznej pracy. Często kształtują się jednak przez zbieg okoliczności bądź przypadek.

Dlatego też ambasadorzy programu Drużyna Energii zachęcają do udziału we wspólnej zabawie, gdzie do wygrania są nie tylko cenne nagrody, ale przede wszystkim zdrowie i sprawność najmłodszych.

Obecnie trwa III etap konkursu, w którym setka szkół rywalizuje o miano najlepszej w danym miesiącu. Wygra ta placówka, która nadeśle najwięcej filmów z treningiem przygotowanym przez Ambasadorów. To do niej przyjadą ambasadorzy i przeprowadzą wspólny turbokozakowy trening.

Więcej informacji na stronie DruzynaEnergii.pl. Zapraszamy!